poniedziałek, 25 października 2010

Mitenki

Całą niedzielę, tę przed dwoma tygodniami, zajęło mi ufilcowanie mitenek. Pierwszy raz zabrałam się za filcowanie na mokro czegoś innego niż kulki i muszę przyznać, że to bardzo wyczerpujące zajęcie. Nie zmienia to jednak faktu, że nabrałam ochoty na większe formy i dalsze masowanie mokrej czesanki..
Początki były ciężkie... Z pierwszą mitenką walczyłam długo, a domownicy z bólem w oczach patrzyli na nieforemny i dziurawy worek moczony w mydlinach i męczony na folii bąbelkowej, który po jakimś czasie (i dofilcowaniu na sucho łatek zasłaniających drobne prześwity) stał się lewą mitenką. Ponieważ podczas robienia tej pierwszej załapałam jak się ma wełna do sprawy, z drugą mitenką poszło mi łatwiej i dużo szybciej.
Tak oto z połaczenia czesanki w kolorze ciemno-zielonym, jasno-zielonym, żółtym, błękitnym, niebieskim, fioletowym i brązowym powstały fantastyczne ocieplacze na łapki. Może nie jest to szczyt techniki filcowania i zbytnio udany debiut, ale mnie się podobaja.
A wy co powiecie?

4 komentarze:

  1. Ciekawe, takie inne,ale lepsze od innych, bo wieeele serca w nie włożyłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie wyszły. Wiem,że to ciężka robota.
    Tez mam na takie ochote ale nie bardzo wiem jak sie za nie zabrac :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzisiaj pierwszy raz trafiłam na Twojego bloga i uważam, że tworzysz wspaniałe rzeczy. Twoje pierwsze mitenki powaliły mnie na kolana, są wspaniałe, cudnie dobrałaś kolory. Ja kocham się w hafcie krzyżykowym, ale ostatnio szukam odskoczni i stało się nią filcowanie. Jak dotąd zepsułam jeden szal, kulki wychodzą mi dobrze, a jak zobaczyłam Twoje mitenki to też zapragnęłam takie mieć. Teraz będę częściej zaglądała do Ciebie w celu szukania inspiracji. Pozdrawiam serdecznie. (wyroby z koralików śliczności)

    OdpowiedzUsuń